Czekam...
Cała jestem tylko drżeniem i oczekiwaniem. Za nim.. Na niego... Upijam łyk wina wiedząc, że to nie złagodzi niczego, nie pomoże w gonitwie myśli, nie poskromi uczuć rozdzierających coś we wnętrzu mojej klatki piersiowej. Ale mimo to pije, bo chce to zapić, zaleczyć, oszukać, uciszyć, pozbyć się.
Ganię się któryś raz z rzędu za to, że ciągle myślę o nim, ale jakoś nie umiem przestać. To zbyt trudne, zbyt smutne. Znów to robię..fuck.
Dopijam wino i w momencie, gdy zastanawiam się, czy nie iść po dolewkę słyszę dzwonek smsa. I jeszcze ktoś śmie mi przeszkadzać w mojej samotni. Świetnie.
Schodzę z parapetu i zaglądam do telefonu. Wstrzymuję oddech, gdy na wyświetlaczu pojawia się jego imię.
Wiadomość.
Od niego.
Odpisuję natychmiast, a moje serce wali jakbym za chwile miała dostać zawału. Ten wieczór nie będzie stracony. Ten wieczór będzie pełen nadziei, pełen oczekiwania, pełen płomieni, które będą dogorywać jeszcze jutrzejszego poranka, gdy łzami będę zalewać palenisko.
Potem ten jeden wieczór, który roziskrzy się w moim kalendarzu od diamentowego blasku, zamieni wszystkie inne dni w czarną otchłań tęsknoty i rozpaczy, bolesnych prób poradzenia sobie z tym, prób wytłumaczenia sobie, że to normalne, bo tylko mi zależało, nie jemu. W końcu... to moje uczucia, dlatego sama muszę sobie z nimi poradzić. Moje głupie serce, które gdzieś, w którymś momencie, to co miało być tylko fizyczne połączyło również ze sferą uczuciową.
Jak ciężko jest być kobietą.
Dzwonek wyrywa mnie z zamyślenia.
Zanim odczytam wiadomość, patrze na godzinę. Odpisanie zajęło mu 19 minut. Moja duma cierpi. Nie opiszę od razu, wyjdę na desperatkę. Odkładam telefon, zastanawiając się jak zmarnować 10 minut mojego życia. Idę do kuchni, myję kieliszek, wstawiam wodę na herbatę, spoglądam w lustro i widzę jedne z najsmutniejszych oczu świata. Nie mam pojęcia jak w ciągu dnia udaje mi się zamknąć drzwi duszy na wszystko, że nikt tego nie widzi, że mogę się uśmiechać, śmiać i wygłupiać - udawać, że zapomniałam.
Dlaczego tylko ja widzę, jakie to wszystko zrobiło spustoszenie we mnie.
Dlaczego on nie widzi? A może widzi, ale go to nie obchodzi? Chodzi tylko o dawanie przyjemności, żadna inna sfera go nie interesuje.
Nie wiem.
Świadomość tego, że nic więcej go nie interesuje jak sam fakt, czy wsadzi czy nie, psuje mi skutecznie humor. Walić to, nie odpisze.
Jestem kobietą, nie moja wina, że angażuję się uczuciowo, że pewne rzeczy przeżywam bardziej i mocniej niż oni. Dodatkowo jestem z natury nadwrażliwa, dlatego to tak boli.
Jednak to nie jego wina, że nic do mnie nie czuje, że jestem mu całkowicie obojętna. Każdy ma prawo do własnych uczuć.
Mimo to, mam w sobie pewien żal. Oddałam mu wszystko, byłam dużo lepsza wtedy gdy chwile wcześniej byłam tylko najlepsza, a on zabrał to wszystko, świadomie lub nie, nie dając nic w zamian. To była moja decyzja, nie jego. Nie mogę go o nic obwiniać. Może tylko o to, że pozwolił mi wierzyć, że coś z tego może wyjść, że być może czuje coś więcej...
A może powinnam odejść, zniknąć z zasięgu jego pola widzenia, dostępności... Może pomogę mu w ten sposób dostrzec jak dużo ma, że nie ma nic lepszego ode mnie...
Ale pytanie... Czy ja zniosę to wszystko? Czy moje serce nie pęknie z tęsknoty?
Twarz w lustrze nagle zrobiła się śmiertelnie blada, oczy rozszerzyły się, wstrzymałam oddech...
Tak, jestem dużą dziewczynką. Czas zniknąć.
Sięgam po telefon, wystukuję krótką odpowiedź i wysyłam. Równe 19 minut.
Szpetny, szyderczy uśmiech wykrzywia usta, na których jeszcze pozostała karminowa szminka. Gasze światło. Zapada zmrok.
Ginę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz