Mam to niesprawiedliwe wrażenie, że moje życie, w każdym razie ostatnich parę miesięcy składa się wyłącznie z czekania. Na niego, na wiadomość od niego, na jakiś sygnał...
I czasem mam wrażenie, że dorosłam, dotarłam do tego stanu, gdy człowiek przestaje czekać, bo w pewnym momencie, gdy smutek i tęsknota targają mną, niczym wiatr zbyt długimi pasmami traw, gdy czuję, że już więcej nie mogę znieść, wszystko to zamienia się w nicość... Jak nazwać nicość inaczej? Jak opisać pustkowie, które tworzy się głęboko we mnie?
Jak nazwać to wszystko potem? To trudne, to właściwie niemożliwe. Pewnych uczuć nie można nazwać, można spróbować je opisać jakoś, spróbować pokazać ale... nigdy nie da się ich wyeksponować całkowicie, nigdy nie przekażemy drugiej osobie, co tak naprawdę czujemy, co w nas siedzi.
Więc wtedy, gdy ta "nicość" mnie dopada, siedzę sobie i popłakuję cichutko, nie radząc sobie z rzeczywistością. Sprawdzając co kilka minut facebooka albo telefon czy nie napisał... odpisał...? Nie, nie odpisał...
I próbuję dorosnąć, powtarzając sobie, że najwyższy czas zapomnieć i iść po prostu dalej.
Znów o mnie zapomniał, znów mnie pomija.
Po raz kolejny udowadnia mi, że jestem nic nie znaczącym elementem jego życia, którego tak łatwo jest w stanie się pozbyć. Który nic dla niego nie znaczy...
I wtedy, gdy takie myśli krążą mi po głowie, a on nie odpowiedział, na kolejną wiadomość... Płaczę jeszcze bardziej, jeszcze mocniej... Czuję, że przestaje żyć, że wszystko wokół przestaje mieć jakikolwiek sens, że wszystko jest zbyt trudne do zniesienia, do zrozumienia.
Zaczynam go obwiniać za wszystko, bo tak jest łatwiej, bo tak mi lepiej, chociaż wiem, że tak naprawdę nie mam prawa tego robić.
Odszedł, zostawił mnie, porzucił...
Miałam być chwilą, ulotną, odległą...
Łatwą do zapomnienia. Taką po której szybko można posprzątać, by nie został jakikolwiek ślad. Taką, którą można zastąpić kolejną chwilą, i kolejną, i kolejną...
A chciałam stać się minutą, godziną, dniem i nocą. Chciałam być wiecznością.
I czuję, że naprawdę nadszedł czas, by pogodzić się z tym wszystkim.
Jestem zmęczona ciągłym płaczem, ciągłym staniem w miejscu i ciągłym użalaniem się nad sobą. Odrzucaniem osób, którym na mnie zależy tylko dlatego, że ciągle czekam na niego.
Pięknie, zrozumiałam, że go kocham, tak, mocno, cholernie, niesprawiedliwie, kurewsko mocno, gdybym umiała uchyliłabym mu nieba, przywiązała do siebie, stopiła się z nim w jedną, stałą całość by nigdy mnie nie zostawił, stworzyła jeden poprawnie działający organizm. Otulałabym ramionami chroniąc przed światem, zagłaskałabym go do upadłego...
Zacałowała na śmierć, rozpieściła do obrzydzenia... Zrobiłabym wszystko dla niego...
Ale co z tego, skoro on tego nie chce. Nie jestem dla niego, on nie jest dla mnie i najwyższy czas, po uświadomieniu sobie tego wszystkiego, po prostu się wycofać. Odejść, nie mam już dumy, nie mam honoru..Wszystko zaprzedałam za możliwość spędzenia czasu z nim.
Dlatego czas pozbierać wszystkie okruszki mnie, jakie jeszcze pozostały, i spróbować złożyć je w całość. Spróbować znów stanąć na nogi, tak jak na złość, on mnie nauczył. Wezmę z niego przykład, stanę się silna, niezależna jak jeszcze nigdy dotąd, oleje wszystkich ludzi, odetnę się od niego emocjonalnie. Utworzę w sobie próżnię, niekończącą się galaktykę usłaną najpiękniejszymi gwiazdami, a gdzieś w odmętach tego piękna stworzę czarną dziurę, w którą wrzucę wszystko to, co będzie z nim związane, co będzie mnie przytłaczać.
Usieję gwiazdami swoje wnętrze tworząc skarb, który będzie dla mnie, który będę pielęgnować i który, być może, któregoś dnia komuś wyjątkowemu podaruje. Mam całe życie, by zakochać się na nowo i całe życie, by znaleźć kogoś, kto pokocha mnie równie mocno.
Jak tak piękny plan, wprowadzić do tak marnego życia, jakim się moje stało?
Jak nauczyć się tego wszystkiego, by móc... By chcieć...
Gdzie szukać odpowiednich ludzi, którzy zajmą mnie tak bardzo, że naprawdę zapomnę?
Wychodzę z domu, zamykam drzwi na klucz i zastanawiam się chwilę, dokąd właściwie zmierzam...
Dokąd chcę iść? Spoglądam w niebo i już znam odpowiedź. Pragnę iść tam, gdzie ujrzę gwiazdy, gdzie rozsieją one swój blask nade mną i pozwolą zatracić się w swym pięknie. Gdzie wyciągając ręce złapie wszystkie spadające diamenty i zamknę je w swym wnętrzu na zawsze, na pamięć ucząc się ich cichej melodii. Upadnę w zapomnieniu, dając upust wszystkiemu, co dusi się we mnie. Wyprowadzę na spacer moje myśli, by każdą męczącą, spuścić ze smyczy i nigdy nie zawołać jej z powrotem.
Kroczę alejami, rozglądam wokół. Mam ochotę zgubić się wśród Nierozpoznanych, stopić razem z nimi w odwiecznej plątaninie mas, i pozostać zimna, obojętna na wszystko wokół. Czuć lata przemijające obok, chwile ulotne jak życie motyla i nadal być, tak po prostu, nic nie czuć.
Wdycham zapach kwiatów i świeżo skoszonej trawy, unoszący się w ciepłym, wilgotnym powietrzu letniej nocy, słucham gry świerszczy i czuję jak burza we mnie przycicha, powolutku, delikatnie...
Zupełnie jakby pianista zaczął wygrywać delikatniejszą melodie, po burzliwym akordzie. Znów spoglądam w niebo, wyciągam rękę próbując sobie wyobrazić, że zgarniam całą garść gwiazd, zamykam ją i zaciskam mocno, by nie uleciały wszystkie marzenia...
I marzę... To chwila, gdy spełniają się najskrytsze pragnienia.
Czego mogę sobie życzyć? Oprócz tego, że wszystkiego? Jak wykorzystać tą jedną chwilę, by wybrać to najodpowiedniejsze marzenie? Serce szepcze setki marzeń, rozum drugie tyle... Jak się w tym wszystkim połapać, by nie oszaleć?
Chcę... chcę... Oh, chcę tak niewiele, a tak za dużo zarazem. Chcę być tylko szczęśliwa. Przestać czuć uczucia, które rozdzierają mą duszę, przestać płakać słonymi łzami, przestać tęsknić... Chcę być szczęśliwa dla siebie, dla kogoś, z kimś...
Zamykam oczy i obracam się wokół, dookoła własnej osi, w zapamiętaniu... Wyobrażam sobie, że stoję, a świat choć raz, wiruje wokół mnie. Choć raz jestem w centrum, choć raz jestem najważniejsza.
Czuję nagle zderzenie, mocne szarpnięcie i uścisk dłoni na swoim ramieniu.
Otwieram nagle oczy i spotykam niezwykłą otchłań tak pięknych szarych oczu, jakich nigdy w życiu nie spotkałam...
Moje życie w tym momencie może zacząć się na nowa. Wystarczy chcieć...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz